WikiLove, czyli niech zapanuje złość   3 Komentarze

WikiLove jako zbierające się chmury burzowe

Ostrzegam z góry, że wiele osób nie zgodzi się z moimi poglądami. Są one dość kontrowersyjne, ale po obserwacji różnych serwisów internetowych doszedłem do wniosku, że WikiLove i pokrewne zasady nie sprawdzają się w tej formie. Poruszę temat kłótni między użytkownikami, które mają różne źródła, np. różnice zdań w kwestiach merytorycznych, ale przeradzają się w konflikt personalny. Dla przypomnienia cytat ze strony Wikipedia:WikiLove:

WikiLove to termin stworzony na listach dyskusyjnych Wikipedii, odnosi się do ducha koleżeństwa i wzajemnego zrozumienia. (…) Ale wszyscy jesteśmy tu z jednego powodu: uwielbiamy zbierać, porządkować, strukturalizować i czynić wiedzę, którą posiadamy wolno dostępną w formie encyklopedii o niespotykanej dotąd wielkości. Wikipedia nie jest tylko kolejnym forum dyskusyjnym. Jest projektem opisywania i zbierania wiedzy.”

Jest to dość miła zasada, ale została wypaczona. Człowiek jest tylko człowiekiem. Czasem ogarnie go złość i musi powiedzieć kilka mniej lub bardziej przykrych słów. Przykładowo „zachowujesz się jak idiota” zostanie potraktowane jako atak osobisty i użytkownik skończy z zablokowywanym kontem. Gdy Wikipedia była moim głównym miejscem w Internecie, myślałem, że są dwa wyjścia: WikiLove albo totalny chaos i anarchia. Jednak przekonałem się, że projekty, które nie mają tak restrykcyjnych zasad, potrafią się dobrze trzymać. W dodatku atmosfera jest milsza niż na Wikipedii! Da się nad tym zapanować. Po krótkiej sprzeczce, czasem nawet ostrej, większość użytkowników w tych projektach wyjaśnia sobie sprawy i przeprasza się za to co było. Jeśli kłótnia się przeciąga, dotyka niewinne osoby lub jest nieusprawiedliwiona, to te osoby są banowane.

W pewnym stopniu konfliktu użytkownik chce wygarnąć drugiemu co robi źle. WikiLove (i pokrewne zasady, jak żadnych ataków osobistych, wikietykieta itd.) jest traktowane bardzo powierzchownie. Przykładowo wspomniane nazwanie kogoś idiotą skutkuje banem. Za to bez problemu przejdzie sączenie jadu, np. „uważam, że Twoje edycje bardziej szkodzą niż pomagają. [tzw. „wbijanie szpili”] Zapewne nie czytałeś zasad, które tu obowiązują. [zamiast pomocy pokazanie, że ktoś nie zna „tak oczywistej” rzeczy] Tak więc zacznij się do nich wreszcie stosować [ostrzegam, że jak się nie dostosujesz do tego co chcę, to czekają Cię konsekwencje i nawet nie wiesz jakie]”. Tak więc te zasady wyglądają bardziej jak „nie używaj wulgaryzmów” czy „nie popełniaj banalnego ataku – inne są dozwolone”.

Niektóre konflikty między użytkownikami przypominają „ciche dni”. Osoby będące w związkach czy pozostający w bliskich kontaktach przyjacielskich będą wiedziały o czym mowa. Brak kłótni lub właśnie takie sączenie jadu jest czasem bardziej szkodliwe niż nazwanie rzeczy po imieniu. Oczywiście trzeba zachować umiar – nie należy zrażać nowicjuszy (co jest teraz dozwolone, byleby nie było zbyt oczywiste), kłótnia musi być możliwie krótka i oczyszczająca. Należy pamiętać o zasadach z życia, czyli np. nazwanie profesora idiotą lub „prośba” o odwalenie się do wiele starszej osoby też nie są dobre. Wiele  zależy od stopnia znajomości między osobami. Są to jednak kwestie, które każdy człowiek zna, dyskutując z ludźmi poza Internetem. Tak jak mówiłem, jest to wszystko do opanowania. Nie wszystko musi być zapisane w zasadach – te projekty, o których mówiłem, nie mają wszystkiego wypunktowanego, a rzadkie kłótnie najczęściej rozwiązują sprawę i konflikt. Możliwe, że niektórzy admini nie będą w stanie wyczuć kiedy kłótnia pomaga, a kiedy szkodzi. Myślę, że to akurat nie jest dużym problemem. Dająć komuś prawa administratora, psychologiczny wymóg, czyli zachowanie się w pewnych sytuacjach, jest już wymagany. Większe wymagania dotyczące psychologicznego profilu kandydata pomogłyby też w wielu innych sprawach.

Ww. zasady mają inny, bardzo niemiły skutek uboczny. Doskonale służą do eliminowania przeciwników. Łatwo jest sprowokować nowicjusza, żeby napisał coś niemiłego (w podobnym stylu co prowokujący, ale w mniej wyrafinowany i podły sposób), to samo da się zrobić z wieloma innymi użytkownikami, którzy zwyczajnie nie wytrzymują i powiedzą coś ostrzej. Złapać kogoś na przewinieniu w głównej przestrzeni nie zawsze się da, a nawet jak już się złapie, to często okazuje się, że to nie wystarczy, bo przewinienie jest małe albo ciężkie do udowodnienia. Za to wystarczy, że sprowokowany użytkownik napisze „odpieprz się od mojej pracy” i już można donieść administratorowi, który zbanuje użytkownika zgodnie z utopijną (i szkodliwą) zasadą.

Jestem świadom tego, że robienie rewolucji nie jest możliwe. Jak już wcześniej wspominałem, niegdyś sam byłbym przeciwny temu, bo byłem przekonany, że WikiLove działa doskonale i dopuszczenie jakiejkolwiek kłótni będzie zagładą projektu, w którym wygrają głośniejsi i bardziej chamscy. WikiLove to teraz dogmat i mało kto się zastanawia co by było, gdyby było inaczej. Po prostu tak jest i musi tak być. Zobaczyłem jednak, że może być inaczej i przesadna miłość tylko szkodzi. Najlepiej by było, gdybyśmy dopuścili kłótnie we wspomnianych granicach. Serio, da się. Można zacząć od mniejszych kroków: opisany wcześniej jad w dyskusji uznać za przewinienie gorsze od ostrego słowa oraz wykazywać większą pobłażliwość przy tym, gdy padną niemiłe słowa, a już szczególnie gdy użytkownik został sprowokowany. Takie ciche prowokowanie jest ciężko udowodnić, ale nie znaczy to, że jest to niemożliwe. Administratorzy radzili sobie z gorszymi przypadkami, jak np. z trollami, więc z tym też by sobie poradzili. Lepiej sprawę przeanalizować kilka dni niż dać komuś niepotrzebnego bana.

Mniej formalizmu, więcej zdrowego rozsądku! Ludziom ciężko jest udawać miłość, gdy kogoś nienawidzą.

Reklamy

Posted 23 Sier. 2011 by Herr Kriss in Wikimedia, Wikipedia

3 responses to “WikiLove, czyli niech zapanuje złość

Subscribe to comments with RSS.

  1. Jeśli kłótnia się przeciąga, dotyka niewinne osoby …, to te osoby są banowane.

    Dobre, dobre. Nie wiedziałem że u nas taki zamordyzm 🙂

    Piotr Gackowski
  2. Ze wszystkim się zgadzam poza jednym. WikiLove nie jest i nie była nigdy zasadą. To tylko esej, podobnie jak Delecjonizm i Inkluzjonizm. IMO gdyby nie pisano tu i ówdzie, że jest za dużo WikiLove, pewnie ta strona i pojęcie nie byłyby specjalnie znane. Ale to może tylko mój POV.

    Im więcej kodeksów etycznych, tym mniej etyki.

    Dobrze, gdy się z tego korzysta na zasadzie – „czy dobrze zrobiłem”, źle, gdy się z tego korzysta na zasadzie – „czy on/ona zrobił/a źle”.

    Jedna norma powinna wystarczać, „zakładaj dobrą wolę”. No, może dwie – jeśli coś jest nie tak – pisz i pytaj od razu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: